Ortograficzne starcie w Pszennie - młodzi mistrzowie języka na podium

FOT. Urząd Gminy Świdnica
„Srebrzystobiałym”, „spróchniała”, „znienacka” – które słowo zatrzymało Wasze pióro najdłużej? A może to interpunkcja wprowadziła najwięcej zamieszania? Uczestnicy XIX Gminnego Konkursu Ortograficznego w Pszennie musieli zmierzyć się z tekstem, który tylko pozornie opowiadał o śnie bibliotekarza. Pełną treść dyktanda publikujemy na końcu artykułu.
Podczas obchodów Dnia Nauki Polskiej, przypadającego w rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika, Szkoła Podstawowa im. Mikołaja Kopernika w Pszennie zamieniła się w prawdziwe centrum językowych zmagań. To właśnie tam odbyła się XIX edycja Gminnego Konkursu Ortograficznego, w której wystartowało 30 uczniów z 6 szkół podstawowych z terenu gminy Świdnica.
Nie było tu miejsca na przypadek. Do etapu gminnego trafili najlepsi z najlepszych - laureaci szkolnych eliminacji.
W rocznicę Kopernika - słowa zamiast gwiazd
Data wydarzenia nie była przypadkowa. W rocznicę narodzin wielkiego astronoma organizatorzy postawili na naukę w jej najbardziej humanistycznym wymiarze - dbałość o język.
Na sali obecni byli przedstawiciele władz gminy Świdnica: Tadeusz Szarwaryn - zastępca wójta, Beata Szyszka - przewodnicząca Rady Gminy, Stanisław Dubiel - radny, a także dyrektorzy szkół: Jadwiga Ostrowska i Edyta Jesionek-Skoczylas.

To właśnie zastępca wójta zwrócił się do uczestników z przesłaniem, które wyraźnie wybrzmiało w murach szkoły:
„Jesteście elitą naszej gminnej młodzieży, która chce pielęgnować piękno polskiego języka, poznawać jego skomplikowaną ortografię i stosować ją w praktyce. (…) Bo piękny, poprawny polski język to nie przeżytek - to wasza przewaga, wasza wizytówka i nasze wspólne dziedzictwo”.

W jego słowach pobrzmiewała nie tylko duma, ale i przekonanie, że umiejętność poprawnego pisania wciąż ma znaczenie - w szkole, w pracy i w codziennym życiu.
Dwie kategorie, jeden cel - bezbłędny tekst
Komisja konkursowa oceniała prace w dwóch grupach wiekowych.
W kategorii klas IV-VI tytuł Mistrza Ortografii zdobyła Lilly Szymański ze Szkoły Podstawowej w Bystrzycy Górnej.

FOT. Mistrzyni Ortografii kl. IV-VI Lilly Szymański SP Bystrzyca Górna
Drugie miejsce zajęła Zoja Pernet z Lutomi Dolnej, a trzecie Tymoteusz Filip z Pszenna. Wyróżnienia trafiły do uczniów z Witoszowa Dolnego, Lutomi Dolnej i Pszenna.
Wśród uczniów klas VII-VIII bezkonkurencyjny okazał się Oliwier Sajdak z Bystrzycy Górnej.

FOT. Mistrz Ortografii kat.VII-VIII Oliwier Sajdak SP Bystrzyca Górna
Drugie miejsce przypadło Milenie Dudziak z Pszenna, a trzecie Lenie Kutnej z Grodziszcza. Wyróżnienia otrzymali uczniowie z Witoszowa Dolnego, Lutomi Dolnej i Pszenna.
Co ciekawe, w gronie laureatów dominowały szkoły z Bystrzycy Górnej i Pszenna, co pokazuje, że przygotowanie do konkursu w tych placówkach stoi na bardzo wysokim poziomie.
Za organizacją wydarzenia stał zespół nauczycieli i opiekunów, którzy od lat dbają o poziom merytoryczny konkursu i jego rangę w gminie.
Takie wydarzenia pokazują, że ortografia wcale nie jest szkolnym reliktem. W dobie komunikatorów i skrótów językowych umiejętność świadomego posługiwania się językiem staje się wyróżnikiem. Dla młodych uczestników to nie tylko rywalizacja o tytuł, ale też inwestycja w kompetencję, która zostaje na całe życie.
Treść dyktanda - kategoria klas IV-VI
Koszmar wśród książek
To był niezbyt śnieżny grudzień. Późnym wieczorem sędziwy bibliotekarz Henryk, szykując się do zamknięcia filii na obrzeżach miasta, usłyszał głuchy trzask, a następnie zgrzyt zamka. W okamgnieniu zorientował się, że został uwięziony wewnątrz budynku przy ulicy (ul.) Jarzębinowej. Wówczas zgasło światło. Strwożony mężczyzna zaczął krzyczeć i usiłował wyważyć drzwi, lecz na próżno.
W półmroku próbował zachować równowagę ducha. Nerwowo żuł gumę w nadziei, że może to go uspokoi. Z wahaniem przeszedł do głównej sali. Wzdłuż regałów, pełnych pożółkłych woluminów, krążyły chybotliwe cienie. Henryk przysiągłby, że spomiędzy mebli dobiegały chrapliwe dźwięki. Znienacka z półki z polską literaturą zsunął się egzemplarz „Nawiedzonego domu” Joanny Chmielewskiej. Staruszkowi zjeżył się włos na głowie i wysunął on hipotezę, że w tej sytuacji można by uwierzyć w duchy, gdyby nie zwyciężający zwykle rozsądek.
Ruszył z powrotem w głąb czytelni, pod stopami zaskrzypiała wysłużona, spróchniała podłoga. W srebrzystobiałym świetle latarni ujrzał na ścianach znienawidzone bohomazy autorstwa rzekomego mistrza. „Dlaczego co dzień je oglądam, zamiast znaleźć im inne miejsce?” - szepnął i zadumał się.
Wtem rozległo się pukanie. Bibliotekarz gwałtownie podniósł głowę i z przerażeniem spostrzegł, że siedzi przy biurku, a przed nim leży rozpoczęta po południu lektura - nieciekawy włoski kryminał. Wszystko okazało się niegroźnym, choć sugestywnym snem. Rozczarowany swoją niekompetencją postanowił odtąd unikać drzemek podczas pracy.
Autor: Wioletta Siudek

